5 sierpnia 2017

Twój mąż robi Ci śniadanie? To niemożliwe!

Szczęść Boże! Kiedy zaczynałem pisać dzisiejszy post, pomyślałem "Warto byłoby przeprosić tych, którzy zaglądają tutaj od czasu do czasu z nadzieją, że coś się ukazało - za tak długą przerwę". Jednak kiedy przeanalizowałem to, dlaczego nie byłem w stanie pisać, uznałem, że przeprosiny byłyby nie na miejscu. Dlaczego? Bo robiłem coś, aby wiarygodne były w moich ustach słowa "Warto być mężem". Po prostu cały wolny czas poświęciłem rodzinie. Widocznie było go tak mało, albo moja rodzina tak wiele go potrzebowała, że było czasu nic napisać. Kiedy już poświęcę ten czas rodzinie, uporam się z obowiązkami zawodowymi, przygotuje się do kolejnej lekcji języka, którego się uczę, wszyscy zasną - wtedy mogę napisać kilka słów. Ze strony czytelnika powinno być tak samo. Nie powinieneś czytać tego wpisu jeśli Twoja żona czeka na rozmowę z Tobą czy jeśli syn płacze po popołudniowej drzemce domagając się w końcu wyjęcia z łóżeczka.

Ale dziś na inny temat. Dowodem na to jak źle jest z nami mężczyznami jest coraz bardziej widoczny wśród niektórych kobiet - zachwyt nad zupełnie normalnymi czynnościami, które wykonuje mężczyzna. Zauważyłem, że zdarza się to bardzo często kobietom starszym, które wychowywały się w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, kiedy to główną zasługą mężczyzny było to, że pracował. W wielu domach powrót ojca z pracy oznaczał "koniec zabawy". Ojciec wymęczony jadł, siadał w fotelu, rozwiązywał krzyżówki, oglądał telewizję i najlepiej było nie mieć do niego żadnych spraw. Nie było tak pewnie w każdym domu, ale taki obraz wyłania się z opowieści osób, które w tamtych latach żyły. Dziś jest zupełnie inaczej i żaden mężczyzna, który chce żyć aktywnie w rodzinie, nie może sobie pozwolić, aby po pracy położyć się i nie kiwnąć już palcem. Wobec tego dobry mąż po powrocie z pracy bierze na siebie pewne obowiązki, bo skoro oboje pracują zawodowo to dlaczego to tylko on ma mieć zupełną labę kiedy wychodzi z biura? Może prać, odkurzać, myć naczynia - tak samo jak kobieta. A jak nie umie, to niech się nauczy. Tak jak uczył się wymieniać koło czy wiercić w ścianie.

Dziś, wiele kobiet, które miały ojca czy męża, który po pracy miał "święty spokój", albo po prostu takie, które trafiały na leni i obiboków - nie mogą się nadziwić, że niektórzy mężczyźni od razu po pracy zabierają się do obowiązków. "Ty to masz męża!",  "Ale Ci się trafiło z tym mężem!",  "Ty leżysz, a on Ci robi kawę?! I jeszcze czasami na niego narzekasz..." - mówią i... podcinają skrzydła, jeśli mówią to w obecności tych mężczyzn. Sprawiają, że mężczyzna zaczyna czuć się jednym, który tak pomaga żonie. Zapomina tym samym, że jest to - przepraszam - jego psi obowiązek. Dlaczego kobieta sprzątająca po pracy nie jest "cudowną żoną, która tak troszczy się o swoją rodzinę", a mężczyzna, który sprząta po pracy jest "wymarzonym mężem"

Jakiś czas temu - o ile ta wypowiedź nie została zmanipulowana przez media - Arcybiskup Gądecki powiedział, że "niektórym rodzicom podoba się uczenie chłopców, że winni po sobie sprzątać, a nie czekać, aż zrobią to za nich dziewczynki". Nie wiem jak powinienem to interpretować, ale nigdy nie podpiszę się pod zdaniem, że w tradycyjnej, katolickiej rodzinie chłopcy mają bałaganić i nie sprzątać tego bałaganu, a robić to za nich mają siostry czy matka - mimo, że bardzo szanuję Abp. Gądeckiego. To prowadzi właśnie do sytuacji, którą opisałem powyżej. Do sytuacji, w której z mężczyzny robi się bohatera za to, że robi to, co do niego należy.

Jak to wszystko podsumować? Na pewno dobre słowo dla męża, który jest robotny - jest wskazane i potrzebne, ale nie przyznawajcie Panie mężom "pucharów" za odkurzenie mieszkania czy umycie podłogi. My od tego jesteśmy, aby czynić świat dla kobiety lżejszym. Kiedyś mężczyzna, który wynalazł pralkę przyczynił się bardzo do tego, aby kobietom było lżej. Ale czy z racji tego, że pralki są już w każdym domu mężczyźni mają umywać ręce? Z pewnością nie. Te pralki - same się nie napełnią :)

Z Bogiem!

3 maja 2017

Dobry mąż to trzeźwy mąż

Słownik Języka Polskiego mówi, że trzeźwy oznacza przytomny, kierujący się rozumem, rozsądkiem. W tych trzech określeniach mamy w zasadzie wszystko, co potrzebne aby wzrastać jako mąż i ojciec. Nietrzeźwość to zatem nieprzytomność, niekierowanie się rozumem. A jeśli nie kierujemy się rozumem to czym się kierujemy? Celem tego wpisu nie jest z pewnością potępienie picia alkoholu. Byłoby to hipokryzją gdyż sam go czasami go piję, np. wznosząc toast. W postaci wina pił go sam  Chrystus. Piją go kapłani, gdy sprawując Mszę Świętą przemienia się w krew Jezusa. Pije go wielu przyzwoitych ludzi. Celem tego wpisu jest raczej zwrócenie uwagi na to, że nietrzeźwość jest stanem złym, niepożądanym w rozwoju mężczyzny, bo kieruje go wprost przeciwnie do tego ku czemu został powołany, czyli do trzeźwego, krytycznego patrzenia na świat i bycia w ciągłym stanie gotowości.

Nie chcę mówić o pijaństwie, bo dużo niebezpieczniejszym jest inny stan. Stan, w którym człowiek ma świadomość, składa logiczne zdania, ale  wypity alkohol osłabił jego wolę i sprawia, że łatwiej jest przekraczać granicę. Człowiek kompletnie pijany nie jest z reguły niebezpieczny. To osłabiona wola w połączeniu z fizyczną sprawnością tworzy mieszankę wybuchową. Butelka wódki wypita samotnie w domu może być dużo łagodniejsza w skutkach niż wypicie pół butelki wódki na dyskotece. Oczywiście nie uważam, że lepiej się upić do nieprzytomności niż wypić trzy piwa. Mówię tylko, że według mnie niebezpieczniejszym stanem jest tzw. bycie wciętym.

Osobiście mogę się określić jako przeciwnik alkoholu. Piję go tylko w sytuacjach koniecznych, np. toast i nigdy nie doprowadzam do stanu choćby niewielkiej nietrzeźwości. Popieram inicjatywy, w których ludzie składają przysięgę abstynencji ofiarując ją w określonej intencji. W społeczeństwie bardzo powoli, ale następują pozytywne zmiany. Według badań CBOS Polacy piją coraz mniej wódki zastępując ją lżejszymi trunkami. Więcej osób deklaruje też abstynencję, co często wiąże się ze zdrowym stylem życia, w którym alkohol jest niepożądany. Z każdych takich zmian należy się cieszyć bo im mniej alkoholu w rodzinach tym szczęśliwsze rodziny. A co oprócz zbawienia jest dla nas ważniejsze niż szczęście rodziny?

18 lutego 2017

Walentynki papierkiem lakmusowym mężczyzny?

Dzisiejszy post może wydawać się nieco spóźniony, bo Święto Zakochanych obchodziliśmy kilka dni temu, aczkolwiek aby napisać ten post potrzebne było przeżyć ten dzień i obserwować jak przeżywają go inni.
Generalnie, można mieć różne opinię na temat tego uroczego święta.
Niektórzy je obchodzą, niektórzy nie, a niektórzy z racji tego, że są samotni mają setki argumentów przeciw temu świętu i reagują na tę całą otoczkę złością

Jest wśród mężczyzn duża i niestety powiększająca się grupa mężczyzn, która uważa, że Walentynki to bzdury, babskie wymysły i nie będę żadnego wiechcia kupował! Jednak  wydaje mi się, że większość mężczyzn potrafi jeszcze domyślić się, że w ten dzień trzeba by było coś podarować Ukochanej. Zdecydowana większość jak obserwuje wybiera tego wyżej wymienionego wiechcia. Dlaczego tak nazywam być może piękny kwiat? Dlatego, że podarowanie Ukochanej w Walentynki kwiatka, kupionego naprędce jak paczkę papierosów pokazuje w zasadzie to, jak bardzo nam zależy. Kupienie kwiatka dla Ukochanej w Walentynki to osiągnięcie na poziomie strzelenia przez Lewandowskiego do pustej bramki z dziesięciu metrów.  Oczywiście nie chodzi tu o pieniądze, ale o zaangażowanie. Kobieta z reguły wizualizuje sobie proces tworzenia dla niej prezentu. Jeśli przygotowujemy dla Ukochanej coś co wymaga czasu, cierpliwości, skupienia to w momencie otrzymania przez kobietę tego prezentu często słyszymy błogie Ile Ty musiałeś na tym siedzieć? Kiedy Ty to wszystko miałeś czas zrobić?  Umiesz przygotować się i coś jej zaśpiewać, umiesz nagrać dla niej film, umiesz powiedzieć Kochanie, nie mówiłem Ci, ale od miesiąca nie palę. To jest mój prezent dla Ciebie, umiesz gotować, piec, malować ściany, ale... nie chcesz.

Niestety kobiety w większości nie stawiają wymagań i godzą się z tym co jest. Dochodzi do absurdów. Koleżanka z pracy mówi Ja to jakbym chociaż jednego tulipana dostała, to bym się cieszyła. Żeby chociaż pamiętał - mówi inna. Im bardziej zna się schemat błędnego koła, tym z większym smutkiem patrzy się na to. Mężczyzna jest ciągle zmęczony, zagubiony i bez inicjatywy. Kobieta pod wpływem koleżanek tkwiących w nieszczęśliwych związkach bądź samotnych zaczyna godzić się z tym, że faceci po prostu tacy są i przestaje wymagać. On widząc, że ona nie wymaga jeszcze bardziej obniża sobie poprzeczkę. I tak dalej...

Pomijając fakt, że Walentynki są dość komercyjnym i nadmuchanym świętem, że niektórzy myląc emocje z miłością mogą tego dnia postępować wbrew miłości, na pewno jest to szansa, żeby się postarać, żeby zaskoczyć, żeby sprawić radość. Nie bądźmy tymi, którzy tego dnia kupują róże przy drodze wracając z pracy, ale tymi którzy mają tego dnia wszystko dopięte na ostatni guzik. Niech ona wie, że nic się nie wypala, że nadal chce Ci się coś dla niej zrobić. Z taką świadomość chyba łatwiej żyć :)



12 lutego 2017

Adopcja na odległość

Witam Was wszystkich po krótkiej przerwie! Blog był jakiś czas nie dostępny i jak widzicie jest dostępny obecnie pod macierzystym adresem www.wartobycmezem.blogspot.com. Udało się jednak odzyskać domenę www.wartobycmezem.pl i ok. 20. lutego blog będzie dostępny pod tym adresem.

Kochani, macierzyństwo i ojcostwo to piękne dary. Dary, które otrzymuje się każdego dnia w uśmiechu naszych dzieci. Można jednak być matką lub ojcem nie będąc nimi biologicznie. Są nimi fantastyczni ludzie, którzy adoptują dzieci, tworzą rodziny zastępcze czy wyjeżdżają na misje, aby ratować dzieci żyjące w ubóstwie.

Takimi ludźmi są między innymi Siotry Orionistki działające w Fundacji Księdza Orione Czyńmy Dobro. W 2008 roku w wiosce Laare w Kenii otworzyły placówkę misyjną, a ich celem stała pomoc najbiedniejszym. Większość rodzin w Laare nie jest w stanie zapewnić dzieciom edukacji, nie stać ich nawet na wyżywienie wszystkich członków rodziny. W 2009 roku powstał projekt adopcji na odległość. Adopcja na odległość Dzieci z Kenii z wioski Laare polega na wsparciu konkretnego dziecka w wiosce, które jest sierotą lub, którego rodzice są w bardzo trudnej sytuacji materialnej i życiowej. Krótko mówiąc: za kwotę 70 zł miesięcznie możecie zapewnić konkretnemu dziecku z Laare wyżywienie, ubranie, edukację dając dziecku możliwość wyjścia z ubóstwa.
Procedura jest bardzo prosta i w jasny sposób opisana na stronie:
http://www.czynmydobro.pl/projekty-misyjne/94-misja-laare-w-kenii/13-kenia-laare

Zachęcam również do przeczytania wywiadu z przełożoną Sióst Orionistek "Polską Matką Teresą" Siotrą Alicją Kaszczuk: http://niedziela.pl/artykul/124513/nd/Polska-Matka-Teresa

Gorąco zachęcam wszystkich do włączenia się w piękne dzieło adopcji na odległość! Szczęść Boże!

7 grudnia 2016

Mąż pielęgniarzem małżeństwa czyli o wartości rytuałów

Wyobraźmy sobie, że dostaliśmy od kogoś w prezencie piękny doniczkowy kwiat. Na etykiecie producent informuje nas, że przy dobrej pielęgnacji osiągnie niebywałe rozmiary i będzie kwitnął kilka razy w ciągu roku. Stawiamy wobec tego kwiat na parapecie i przykładnie podlewamy raz w tygodniu. Mija tydzień, miesiąc, rok, a kwiat... jaki był, taki jest. Co się dzieje? Co prawda nie więdnie, ale o obiecanych przez producenta niebywałych rozmiarach nie ma mowy. Dlaczego? Przecież podlewamy go regularnie! Zawiedzeni tym, że kwiat nie wygląda ta pięknie jak na zdjęciach, wyszukujemy więcej informacji na temat pielęgnacji. Czytamy: Aby kwiat mógł osiągnąć wzrost i zachować kwitnienie potrzebuje dobrej pielęgnacji poprzez: cykliczne przesadzanie wczesną wiosną, stosowanie nawozu do roślin doniczkowych w sezonie letnim, zaciemnionego miejsca, unikania przeciągów oraz przycinania zbyt wysokich pędów. 
Ahaaaaaaaa! Więc to jest ta prawidłowa pielęgnacja!

Tak samo jest z małżeństwem. Można wziąć ślub i po prostu normalnie żyć. Nie zdradzamy się nawzajem, pracujemy, robimy zakupy... Rzeczywiście porównując te czynności do dzisiejszych realiów to bycie wiernym i pracowitym stanowi nieocenioną wartość. Trzeba jednak zadać sobie pytanie czy nasze małżeństwo ma tylko trwać zaspokojone podstawowymi potrzebami jak wyżej wymieniony kwiat wodą czy chcemy osiągnąć niebywałe rozmiary i wielokrotne kwitnienie? Aby małżeństwo przynosiło radość, poczucie satysfakcji potrzeba nam dobrej pielęgnacji, czegoś więcej niż wody. Czym jest ten nawóz, przycinanie czy zaciemnione miejsce przekładając to na małżeński grunt? Można powiedzieć, że są to rytuały, które mają sprawić radość, przyjemność małżonce czy małżonkowi. Podarowanie kwiatów, przygotowanie gorącej czekolady, odciążenie w codziennych obowiązkach, wyjście na kolację, zrobienie śniadania i wiele wiele innych. W szybkim, pełnym obowiązków i terminów życiu powyższe zachowania są swoistym nawozem, które pozwalają nam wzrastać, a nie tylko istnieć. Ktoś kiedyś powiedział Spróbuj chociaż raz dziennie zrobić coś, aby sprawić mężowi/żonie radość. Trzeba przyznać, że to jest trudne. Wracamy z pracy zimową porą, cieknie nam z nosa, szef nas rugnął w pracy, chcemy się położyć i odpocząć. Okazuje się, że jest to niemożliwe.  Trzeba jechać po lekarstwa do apteki, bo dziecko jest przeziębione. Jak wszedłeś więc, tak wychodzisz i GDZIE TU JEST MIEJSCE NA TE TWOJE RYTUAŁY PANIE BLOGER?! A no jest! W końcu jedziesz do apteki. Po drodze do apteki może być kwiaciarnia, gdzie możesz kupić kwiaty, niedaleko jest McDonald's gdzie możesz kupić lody, podczas samej drogi masz CZAS, który możesz wykorzystać żeby przemyśleć swoje obietnice dane Żonie i po powrocie powiedzieć o nich pokazując jej, że o nich pamiętasz. A więc czas na rytuał jest zawsze. Należy tutaj zaznaczyć, że do sprawiania tych przyjemności nie są potrzebne wielkie nakłady finansowe. Kto powiedział, że zamiast weekendu w SPA za który zapłacisz 1500 zł nie możesz zrobić tego sam? Wystarczy trochę zapału, rozmowa z ekspedientką w drogerii na temat odpowiednich "narzędzi" i do roboty!
Nikt też nie powiedział, że rytuałem musi być jedynie romantyczna kolacja czy weekend w SPA. Rytuałem może być... jedno zdanie :) Jeśli owe przyjemności mają być codziennie to musimy się pogodzić z tym, że wielu przypadkach nie będą to rzeczy wielkie i widowiskowe.

Rozpoczął się drugi tydzień adwentu. Nie bez powodu piszę ten post właśnie teraz. Adwent to idealny czas na postanowienia, pracę nad sobą. Spróbujmy wykorzystać ten czas, abyśmy przy wigilijnym stole czuli się w naszych małżeństwach lepiej, przyjemniej, radośniej! Do dzieła!

21 października 2016

Najbardziej winni najmniej karani?

Jeszcze miesiąc temu nasz kraj stał przed wielką szansą. Jako jedno z niewielu państw mogliśmy dać świadectwo światu, że chronimy życie od poczęcia do naturalnej śmierci. Że pozwalamy urodzić się każdemu dziecku. Warto tutaj przypomnieć, że przeważająca część tzw. legalnych aborcji w Polsce ma miejsce w sytuacji, w której badania prenatalne wykażą zespół Downa bądź Turnera. To nie są przypadki kiedy życie matki jest zagrożone. To są dzieci, które mogą normalnie przyjść na świat, chodzić po nim, bawić, śmiać się i uświęcać swoich rodziców. Stało się jednak inaczej. To słupki poparcia będą decydować teraz o losie tych dzieci. Blog ten nie jest jednak blogiem politycznym, dlatego chciałbym podejść do tematu aborcji z nieco innej strony...

Spróbujmy wyobrazić sobie dwie historie. Pierwsza z nich brzmi następująco: Pewna para spodziewa się dziecka. Nie są oni małżeństwem, ani nawet narzeczeństwem. Są parą młodych ludzi, którzy ze sobą chodzą. Pewnego dnia okazuje się, że dziewczyna jest w ciąży. Fakt ciąży ich paraliżuje, a w szczególności jego - 20-letniego studenta na utrzymaniu rodziców. Wizja pojawienia się na świecie dziecka teraz, w momencie kiedy może wszystko jest niedorzeczna. Sprawa go przerasta. Zrywa z dziewczyną zostawiając ją z tym problemem.

A oto historia druga: 
Pewna para spodziewa się dziecka. Nie są oni małżeństwem, ani nawet narzeczeństwem. Są parą młodych ludzi, którzy ze sobą chodzą. Pewnego dnia okazuje się, że dziewczyna jest w ciąży. Fakt ciąży ich paraliżuje, a w szczególności jego - 20-letniego studenta na utrzymaniu rodziców. Wizja pojawienia się na świecie dziecka teraz, w momencie kiedy może wszystko jest niedorzeczna. W środku coś jednak mówi mu, że trzeba to wziąć na klatę. Mimo strachu przed tym co będzie postanawia rzucić studia, łapie się pierwszej, lepszej roboty, poznaje rodziców dziewczyny, a jej daje odczuć, że nie ma innej możliwości jak przyjąć to dziecko.

Pomyślmy teraz jaki procent kobiet w sytuacji drugiej pomyśli o aborcji? Jaki procent kobiet w sytuacji kiedy widzi chęć i determinację ojca dziecka do jego przyjęcia pomyśli o tym, że miałoby się nie urodzić? Wreszcie - ile dzieci przyszłoby na świat gdyby ojciec dziecka wyraził chęć przyjęcia jego i jego matki zamiast stchórzyć, uciec czy dać w rękę pieniądze?

Prawdą jest, że to kobieta podejmuje ostateczną decyzję. Jeśli będzie chciała to urodzi, jeśli nie będzie chciała urodzić to pozwoli je zgładzić, ale podejmie decyzję biorąc pod uwagę mnóstwo wypadkowych, a główną z nich będzie postawa ojca dziecka. Jeśli ojciec na wiadomość o ciąży wystraszy się i ucieknie, to nie dziwmy się, że niedojrzałej dziewczynie, która nie wie jaką zbrodnią jest aborcja - przejdzie przez myśl aby to zrobić. I odwrotnie: w większości przypadków nie zgodzi się na aborcję kobieta, której partner, dowiedziawszy się o ciąży będzie na każdym kroku udowadniał jej, że chce tego dziecka bez względu na to czy urodzi się zdrowe, z zespołem Downa, czy bez prawej rączki.

Warto tutaj wspomnieć, że winę za aborcję ponosi każdy kto wpłynął na nią zachęcająco, nawet w najmniejszym stopniu. Ojciec dziecka, który dał kobiecie 1000 zł i powiedział Załatw to, bo nie mam czasu na bachory, matka dziewczyny, która powiedziała A miałaś iść na studia, wyuczyć się i dostać dobrą posadę czy koleżanka, która powie gdzie niedrogo i po cichu to robią. A może wreszcie - ja i Ty przykładamy do tego rękę kiedy milczymy gdy wszyscy dookoła mówią o tym, że to jest tylko zabieg?

Kilka dni przed porodem mojego syna - żona trafiła na dwa dni do szpitala. W sali cztery kobiety. Mimo, że była to sobota i niedziela wśród odwiedzających te kobiety ludzi widziałem tylko jednego mężczyznę - był to chyba ojciec jednej z dziewczyn. Nie widziałem natomiast ani razu (a byłem w szpitalu po kilka godzin dziennie) ojców dzieci leżących tam kobiet. Każdy z nich przepracował całą sobotę i niedzielę? Nie chcę osądzać. Może rzeczywiście w tym przypadku był to zbieg okoliczności. Żeby jednak pokazać, że problem w tej kwestii jest polecam gorąco wpis Aborcja. Egzamin który oblali mężczyźni na blogu http://haloziemia.pl/aborcja-egzamin-ktory-oblali-mezczyzni/
Pod wpisem czytam komentarz jednej z kobiet(pisownia oryginalna):

Dziekuje za ten tekst, zawiodlam sie bardzo na moim partnerze, ja,w 6 tygodniu ciazy zatroskana, w rozsterce, on baluje ze znajomymi, jestesmy razem od roku spotykamy sie od 4, nie mieszkamy razem. Zamowil tabletki poronne z Woman on web , czekaja na weryfikacje w urzedzie celnym. Dla niego to pozbycie sie zlepka komorek


Nie chcę znowu krytykować mężczyzn, ale wystarczy rzucić okiem na to, co dzieje się w Polsce, jak wiele kobiet jest za i zadać sobie pytanie czy mężczyźni wypełniają swoje powołanie bycia tym, który ma bronić najsłabszych? Kolejny raz należy podkreślić wielką wartość małżeństwa sakramentalnego. Sakramentalne małżeństwo jest najbardziej odpowiednią przestrzenią na przyjęcie dziecka. Badania pokazują, że zdecydowana większość kobiet, które dokonują aborcji to kobiety pozostające w związkach nieformalnych, samotne i nastolatki, czyli te, które bardzo często są niepewne swojej przyszłości, której nie zapewni ojciec dziecka.

Być może według wielu to kolejny, tendencyjny artykuł, który ma na celu obarczenie winą mężczyzn? Być może. Nadal jednak twierdzę za Janem Pawłem II, że przyszłość świata idzie przez rodzinę, a przyszłość rodziny idzie przez mężczyznę. Czy wobec tego rodzina ma dziś jakąkolwiek przyszłość? Czy nie jest tak jak w tytule tego wpisu? Dziecko, które jest najmniej winne, zapłaci największą cenę - cenę życia. Kobieta - winna, ale często zmuszona i nieświadoma skutków swojej decyzji może być karana na podstawie ustawy. Mężczyzna - winny, bo najczęściej ucieka przed odpowiedzialnością zostawiając matkę dziecka na pastwę losu - nie poniesie żadnej odpowiedzialności. Czy powyższe słowa są przyzwoleniem na aborcję? Żadną miarą! Pokazują jedynie, że wobec tego, który jest w większości winny nie zostaną wyciągnięte żadne konsekwencje.  Proces psucia się mężczyzn będzie mógł wobec tego nadal postępować...

9 września 2016

Szczęśliwy dziwoląg czyli... dlaczego nie wychodzę na piwo?

Bez wątpienia można stwierdzić, że wśród dzisiejszych młodych ludzi dominuje pogląd, że ludzie którzy nie udzielają się towarzysko, nie jeżdżą na wakacje w grupie, nie czekają z utęsknieniem na firmowe integracje, a soboty spędzają w domu są... jacyś dziwni ;-) Szkoda, że tak rzadko słyszę od innych tę prawdę na swój temat, bo to zawsze miód na moje uszy. To daje mi sygnał, że wszystko ze mną w porządku. Chciałbym zastrzec, że nic osobiście nie mam do ludzi, którzy mają bujne życie towarzyskie. To kwestia tego jak lubi się spędzać czas wolny. Mam jednak swoje zdanie na temat zbyt aktywnego życia towarzyskiego, które spycha na bocznicę życie rodzinne.Od kilku lat coraz bardziej są popularne są wyjazdy na wakacje w kilka par czy małżeństw. Jaki jest powód tego, że młode pary wybierają się na wakacje ze znajomymi? Odkąd pracuję zawodowo, pracuję raczej w środowisku młodych ludzi gdzie temat wyjazdów, wakacji jest zawsze na czasie. Ci, którzy spędzają wakacje w kilka par mówią z reguły, że jest ciekawiej, że jest śmieszniej, że we dwójkę to nuda.
Może jestem tym tytułowym dziwolągiem, ale w ciągu trzech lat odkąd znam moją żonę - nigdy nie odczuwałem nudy spędzając z nią czas i wiem, że za pięć, dziesięć lat nadal nie będę jej odczuwał mimo, że rozchwiani emocjonalnie ludzie rzucą te swoje oklepane Nigdy nie mów nigdy czy Jeszcze Ci się zmieni. Jeśli komuś się coś zmienia bez jego woli, pod wpływem emocji to znaczy, że nad sobą nie panuje. Ale do rzeczy...
Nie chce być źle zrozumiany. To normalne, że ludzie żyjący w małżeństwie utrzymują relacje ze znajomymi, spotykają się z nimi od czasu do czasu. Jesteśmy istotami społecznymi i nie możemy żyć bez ludzi, ale zauważam rozmywanie się granic między życiem prywatnym, a towarzyskim. Problemem nie jest posiadanie znajomych i utrzymywanie z nimi kontaktu. Problemem jest sytuacja, w której weekendy spędzamy ze znajomymi, wakacje spędzamy ze znajomymi, nie wyobrażamy sobie Sylwestra bez znajomych, a między Wigilią, a drugim dniem Świąt też musimy się wyrwać do znajomych, bo z tą rodziną siedzieć to jakoś tak monotonnie. Cytuje słowa, które wiele razy słyszałem. Z trwogą patrze na młode pary czy małżeństwa, które znają się dwa czy trzy lata, a nudzą się spędzając ze sobą czas, bo jak inaczej wytłumaczyć wyłącznie wspólne wyjazdy? Jeśli ktoś decyduje się jechać na wakacje z parą znajomych to moim zdaniem uważa, że tak będzie lepiej niż jadąc we dwójkę. Tylko dlaczego?

3 sierpnia 2016

Byle nie pił i nie bił, czyli jak kobiety obniżyły swoje wymagania...

Dziś napiszę o czymś, co bardzo mnie irytuje. Sam czasami tego doświadczam i widzę jak doświadczają tego inni mężczyźni. Kiedyś zastanawiałem się kto jest winowajcą takiego stanu rzeczy. Dziś wiem, że winny jest mężczyzna chociaż kobiety dokładają swoje trzy grosze i sprawiają, że równia pochyła pochyla się jeszcze bardziej w dół.

Kiedyś - tak mi się przynajmniej wydaję - mężczyzna musiał się czymś wyróżniać, aby zaskarbić sobie serce kobiety. Mógł wyróżniać się pracowitością, kulturą, odwagą, wykształceniem, fachem w ręku i tak dalej. W najgorszym wypadku wystarczyło, żeby był przystojny. Gwoździa wbić nie potrafił, za kołnierz nie wylewał, za babami się oglądał, ale inne kobiety patrzyły na niego z zachwytem co wywoływało zadowolenie i satysfakcję jego towarzyszki. Dziś statystyki są dla kobiet bezlitosne. Kobiet jest w Polsce więcej niż mężczyzn, co sprawia, że mężczyźni mogą zdecydowanie bardziej przebierać w poszukiwaniu tej jedynej. Fakt, że kobiety mają ten wybór ograniczony w połączeniu z popularnym dziś poglądem, że jak nie masz faceta to jesteś nic nie warta - sprawia, że kobiety zdecydowanie obniżają wymagania i to jest widoczne gołym okiem.

Obniżenie, a w zasadzie brak wymagań ze strony kobiet było jednym z czynników, które doprowadziły do degradacji mężczyzn. Nagle kobiety przestały mieć problem z klnącymi przy nich mężczyznami, za normalne uznały, że facet musi się czasami napić, a media wmówiły im, że łajdak jest prawdziwym mężczyzną i miliony kobiet tęskni za łajdakami, bo z takim kulturalnym i odpowiedzialnym to jest nudno i ich ogólnie nie kręci. Z reguły długotrwałe szaleństwa z łajdakiem kończą się na sali rozwodowej, ale kto o tym myśli kiedy motylki przyjemnie latają w brzuszku?

Biorąc pod uwagę powyższe - zadaję pytanie: Jak nisko upadł mężczyzna, że kobiety zachwycają się zupełnie normalnymi zachowaniami? Jakich mężczyzn spotkała na swojej drodze kobieta, która zachwyca się tym, że sprzątam w domu? Jakich mężczyzn spotkała na swojej drodze kobieta, która zachwyca się tym, że podaje żonie szklankę wody, kiedy mnie o to poprosi? Kobiety zwariowały ogarnięte presją posiadania mężczyzny.

Ten zachwyt ze strony kobiet jest na dłuższą metę krzywdzący dla mężczyzn. Niektórych, szczególnie tych wiecznie niedowartościowanych może utwierdzić w przekonaniu, że tak błahe czynności jak przygotowanie żonie obiadu czy posprzątanie za nią mieszkania - są wielkim osiągnięciem. Nie robisz chłopie nic wielkiego kiedy po pracy robisz zakupy i przynosisz je do domu! Nie robisz nic wielkiego gotując dla rodziny obiad! Wypełniasz tylko swoje obowiązki, których kobieta, którą nazwałeś słabą płcią - ma dużo więcej. Więc przestań podniecać się tym, że zrobiłeś raz na ruski rok coś, co Twoja żona robi codziennie. I do roboty!

Chciałbym poradzić wszystkim mężczyznom, którzy chcieliby dojrzewać w swoim powołaniu małżeńskim i ojcowskim: przestańcie się sobą zachwycać, kiedy kobiety zachwycają się w was pierdołami. Łatwo nam wpaść w zachwyt nad samym sobą, ale musimy mieć zawsze na uwadze, że mężczyzna jest zdolny do rzeczy dużo większych niż skoszenie trawnika czy przepuszczenie kobiety w drzwiach. To elementarne obowiązki.